|
Dziewiec w skali Beauforta Nigdy nie myslalem ze doczekam sie chwili w ktorej wladza uderzy w poetow, ale doczekalem sie przed chwila- na Krakowskim Przedmiesciu aresztowali kolo pierwszej Jasia Kapele. Nie przypuszczalem tez, ze w jego drobnym ciele inteligenta kryje sie taki pałer; do radiowozu musialo go wlec czterech roslych strazakow wiejskich i ledwo dali sobie rade. Nie przyszloby mi nigdy do glowy, ze do takich akcji moze dojsc z tak blahego powodu, w sytuacji w ktorej szlachetnosc, dobre serce i kozacka brawura zderzaja sie z agresja wiejskich. Juz poczatek wieczoru nie pulsowal dobra wrozba- glownym tematem rozmow w dzien urodzin Agi byla Jadwiga Staniszkis. Jej mysl, postawa intelektualna i seksapil. Chwile pozniej w piaskownicy na skwerze Wodiczki dopadla nas banda skinow z pannami, sepiaca drobne na wodke. To byl kolejny zly znak, zly podwojnie, bo skoro sepia nawet skini, to jakakolwiek czystosc ideologiczna jest w tym kraju niemozliwa. Mimo, ze wygladalismy jak totalna pedalska alternatywa nie chcieli nam wpierdolic, zadowolili sie dwuzlotowka i poteznymi glosami zaspiewali Adze sto lat. Kiedy jeden z nich probowal sie o cos czepiac, koledzy surowo go skarcili ("daj im swietowac w spokoju!") i poszli sobie, milo sie zegnajac. Potem spacerowalismy Krakowskim w kierunku Bistro, urzadzajac konkurs w strzale butem na odleglosc, mocno wialo, podobno w Gizycku mial byc w tym czasie sztorm. Dziewiec w skali Beauforta. W Bistro znow bylo sympatycznie, mimo Jadwigi Staniszkis, poki zdrowia Agi nie zaczal pic przypakowany mlodzieniec, trzymajacy pod pacha skrajnie najebanego, przysypiajacego kolege. Mlodzieniec sie dosiadl, zaczal o czymstam gadac z brodatym kolega Jasia i Agi, chwile pozniej dowiedzielismy sie, ze wyszedl wlasnie z wiezienia. Ale byl dosc mily. Zrobilo sie pozno, zamowilem taksowke, zaczalem sie zegnac. W pewnym momencie przysypiajacy kumpel spadl ze stolka, ekswiezien z pomoca brodacza wywlokl go wiec na zewnatrz celem otrzezwienia. Wprost pod nadchodzacy patrol strazy wiejskiej. Zawlekli go z powrotem do lokalu, goscie przygladali sie ze zdumieniem, zrobilo sie zamieszanie, Aga z Jasiem podeszli tam na chwile, przy barze zostalem ja i dziewczyna brodacza. Minelo pare ladnych minut, postanowilismy wiec wyjsc na zewnatrz i sprawdzic czy wszystko jest ok. Oczywiscie wszystko bylo kurewsko daleko od ok. Adze i Jasiowi wlaczyla sie faza wielkiej proletariackiej milosci do najebanego, zupelnie anonimowego towarzysza ekswieznia. Wiejscy probowali im wytlumaczyc, ze musza zawiezc kolesia na izbe. Tlumaczyli jednak w sposob bardzo nieprzyjemny, okraszajac swe wywody tekstami w stylu "nie wymandrzaj sie, bo zaraz wszystkich na izbe zawieziemy". Brodacz probowal spokojnie negocjowac z pania wiejska, Jas i Aga zaczeli mowic podniesionym tonem, wiejscy zazadali od nich dokumentow, Jas odmowil pokazania dokumentow, jeden z wiejskich popchnal Jasia, Jas wyjal telefon i zaczal nagrywac cala sytuacje, wiejski wyrwal mu telefon z reki, Aga rzucila sie do niego i zaczela krzyczec ze nie ma prawa odbierac telefonu, Jas odebral wiejskimu telefon, drugi z wiejskich doskoczyl z tylu i po krotkiej szamotaninie wyrwal telefon, by odejsc na bok i przez wiele minut probowac wykasowac material. Brodacz fotografowal cale zajscie, ja probowalem wytlumaczyc Jasiowi zeby pokazal ten pierdolony dowod, bo go wywioza na komende, dymic i skladac skargi bedziemy jutro. Jas niestety dostal totalnego rage'u i kategorycznie odmawial pokazania dokumentow, nadto- calkiem slusznie- oznajmil ze najpierw maja mu oddac telefon. Wiejski zaczal bezczelnie pytac, czy mamy licencje prasowe (WTF?). Brodacz odpowiedzial kilkoma zdjeciami z fleszem, wiejski probowal wytracic mu aparat, tymczasem jego kolega odmowil oddania telefonu Jasia, bo "jeszcze nie skasowal filmu". Potem jeden z wiejskich zaczal calkiem mocno odpychac od Jasia Age, probowalem tlumaczyc z kolei wiejskiemu, zeby ten pozwolil mi przekonac Jasia do okazania dowodu, na co wiejski oznajmil ze juz za pozno, probowal zaciagnac Jasia do radiowozu co okazalo sie niewykonalne, na Jasia rzucila sie grupa czterech wiejskich, zawlokla go do suki, generalnie pierdolony Tajwan, lata 60. Ja rozumiem, ze pijackie bratanie sie z nawalona recydywa i bronienie jej przed izba wytrzezwien jest moze i szlachetne, ale glupie. Ale agresja i buractwo straznikow wiejskich przekracza granice zdrowego rozsadku. A juz zapierdalanie ludziom telefonow i kasowanie filmow, ktorymi probuja to buractwo uwiecznic, czy proba niszczenia aparatow, jest chujoza na maksa. Afera skonczy sie pewnie przed sadem- trzeba wiec bedzie zrobic wszystko, zeby wiejskim sprawa nie uszla na sucho. misu 2008-08-06 02:34:16 skomentuj (4) |
||||
|